Wednesday, 29 October 2014

Tuesday, 28 October 2014

Kolaż 1.



Buty wygrzebane za 5 zł.
W słoiczkach kaszka manna i siemię lniane. Mój cierpiący żołądek lubi to.
Angela na moście.
Fandago purple - matowa pomadka o pięknym kolorze. Druga to Rioja Red. Chcę.
Wieszak z ubraniami. Dziękuję Sienkiewiczowska :*
Kawałek mojego roweru.
Pod spodem białe wzorki na czarnym tle to wzór na parawanie. Pokażę bliżej w poście o norce.
Orzechy. Bo dobre i zdrowe.
Muślinowy turkus - kolor ścian.

Kolaże chyba zagoszczą tutaj częściej.

Monday, 27 October 2014

Kokon.




Ostatnie tygodnie nie obchodzą się ze mną zbyt łagodnie.
Czas działa na niekorzyść. Ale kokon powoli zaczyna pękać, z każdym dniem czuję się lepiej.
Złapała mnie jakaś jesienna chandra. Wierzycie w to, że jak na duszy jest źle, to i ciało słabnie?
No właśnie.
Za niedługo pokażę Wam zdjęcia mojej nowej norki, a także może parę pomysłów na to jak fajnie udekorować pokój. Muszę tylko przywieźć mój dobytek do Krakowa i znaleźć miejsce na kaktusy.
Zdjęcia są większe. Podoba się?

Monday, 13 October 2014

Saturday, 4 October 2014

Nad San!


Chyba ostatni wypad nad San w tym roku. Baterie naładowane.
Jak to się dzieje, że ulubione miejsca mają aż tak wielki wpływ na nasze samopoczucie?
Parę godzin na dzikiej plaży, a ja podładowałam baterie na najbliższe dwa tygodnie!
Jeszcze tylko pół roku zimy i znowu będą złote piaski. Pocieszające.


Wednesday, 1 October 2014

Dready.


W styczniu minie 4 lata, odkąd mam dready. Nie pamiętam co było przed, naprawdę! 
Wiem, że wiecznie toczyłam bój z moją niesforną szopą. Nie były to ani proste włosy, ani bujne loki. Takie niezbyt gęste nie wiadomo co. Robiąc sobie dready poniekąd poczułam ulgę. 
Koniec zjadania własnej grzywy podczas snu/jedzenia/wietrznej pogody ;)
Czy po takim czasie dready mi się nie nudzą? One cały czas się zmieniają.
Rosną, stają się grubsze, zmieniają się ich końcówki, twardnieją. 
Po takim czasie przyzwyczaiłam się do pytań, które ludzie zadają, chociaż czasami jestem w szoku. Na szczęście nie zdarzyło mi się nic nieprzyjemnego przez to, że je mam.
A nawet mogę powiedzieć, że czasami pomagają :)
Najbardziej zapadła mi w pamięć jedna sytuacja. Czuję, że ktoś za mną stoi i dotyka moich dreadów.  (Myślałam, że to moja koleżanka, więc nie zwracałam na to zbytniej uwagi.) Kiedy jednak dotyk stał się bardziej hmm.. intensywny, odwróciłam się. Okazało się, że tą ciekawską osobą była.. zakonnica! Miła, starsza pani w habicie. Zaczęłyśmy rozmawiać, powiedziała, że nigdy wcześniej nie miała okazji dotknąć dreadów, a bardzo ją ciekawiły. (A że moje były wtedy bardzo długie i widoczne z daleka, postanowiła podejść i zaspokoić ciekawość) Była też zdziwiona, że są takie przyjemne w dotyku. Oczywiście z jej ust padł podstawowy zestaw pytań (punkt: 1, 2, 3). A na końcu zaczęła się zastanawiać czy gdyby zrobiła sobie dready, to czy mieściłyby się jej w welonie :)
Może dlatego tak bardzo ta chwila zapadła mi w pamięć, ponieważ kolejny raz uświadomiłam sobie, że stereotypowo podchodzę do ludzi. A to bardzo krzywdzące. 
Czasami ciężko jest spojrzeć na człowieka indywidualnie, jest to tym trudniejsze, 
jeśli ktoś przynależy do danej grupy/społeczności/subkultury. 
Ja sama często słyszę, że jestem fanką Bednarka i jaram na potęgę. Interesujące :D 
Dlatego za każdym razem, kiedy zaczynam oceniać kogoś obcego, 
przypominam sobie o roześmianej zakonnicy, która ciągnie mnie za dready. 
Głupie? Ale pomaga!
Niżej najczęściej zadawane pytania, tak jakby co.
1. Nie, nie szkoda mi było włosów. 
2. Nie, nie będę musiała ogolić głowy na łyso, kiedy będę chciała się ich pozbyć. 
3. Tak, Myję moje dready!
4. Tak, czasami mam ochotę wziąć nożyczki i je po prostu odciąć, pociachać na małe kawałki. 
5. Nie, to nieprawda, że dready robi się przy użyciu MIODU, KLEJU, JAJKA (?!)
6. Nie, nie mam w środku fszóf, pchłóf, mrófkóf, ani żadnych innych robakóf :)
7. Nie czeszę włosów. Od ponad 3 lat. 
8. Nie wiem kiedy je zetnę.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało :)
Pozdrawiam!

Monday, 29 September 2014

Koralowy kolor.



Jeszcze trochę mojej szminki idealnej.
Tak się wdzięczę do obiektywu, bo nareszcie znalazłam kolor, którego długo szukałam.
Pierwszy raz tak przeżywam i chodzę wymalowana po mieszkaniu :)
Ałtfit of de dej:
Dres, paputy, artystyczny nieład na głowie i koralowa szminka na ustach.
Bo najważniejsze, to cieszyć się z małych rzeczy.. Prawda?