Wednesday, 23 July 2014

4, 3, 2, 1...


I w drogę!
Nad morze. Później Kostrzyn nad Odrą. Nigdy nie byłam nad Bałtykiem, będzie to także mój pierwszy Woodstock, także nie mogę się doczekać. Oczywiście już zaczynam panikować,
że będzie tam tyle ludzi, że zabraknie mi pamięci na karcie (dlatego biorę dwie baterie, dwie karty pamięci, no i na wypadek jeszcze dwie klisze do analoga), że czegoś zapomnę bla bla bla..
Będzie cudownie, bez względu na pogodę, ludzi. Po prostu zawsze łapie mnie stres przed jakimkolwiek wyjazdem. Nie ważne czy jadę do sklepu, czy na drugi koniec świata :)
Nie wiem skąd to się bierze. No nic. Jeszcze tylko 4 dni uprzykrzania życia wszystkim dookoła moimi natręctwami, a później już tylko zabawa!
A! I jeszcze coś! Jeśli wybieracie się na Wooda, koniecznie spakujcie do plecaka książkę, która jest warta polecenia i którą zdecydujecie się oddać. Więcej info tutaj: BOOKS NOT DEAD
Ja już zastanawiam się, jaką książkę ze sobą zabrać.
I to chyba będzie pierwszy raz w moim życiu,
kiedy oddam komuś dobrowolnie książkę bez mordu w oczach i obietnicy zemsty.
Dla takiej akcji warto!

Sunday, 20 July 2014

Ale ryba!


Leniwy weekend. Dwie złapane ryby. Mały sum i szczupak.
Dziś powtórka, zmykam na dziką plażę.
Miłej niedzieli, łapcie słońce!

Thursday, 17 July 2014

Tuesday, 15 July 2014

Będą dready!


Aga, dzięki za kitę! (to już druga!)
A to żółto-zielone stworzenie, to papuga mojego sąsiada. która nie potrafi latać.
Tzn. nie potrafiła latać. Ale nastał cud. Jak tylko się zorientowała, że może uciec, z radością to zrobiła przelatując ponad płotem, ku zdziwieniu sąsiada, mojej mamy i kanarka, który został w klatce. Na szczęście ją złapałam. Uparte to to. No ale ładne..
Miłego wieczoru! 

Sunday, 13 July 2014

Kolorowe Doniczki DIY


Przywiozłam z Krakowa parę nowych kaktusów (+ 1 sukulent), które aż prosiły się o więcej miejsca.
Tak więc zakasałam rękawy i zabrałam się za ''przeprowadzkę'' do nowych pojemników.
Dumna z siebie, z kolcami powbijanymi w dłonie spojrzałam na swoje dzieło i...
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te białe doniczki..
Wyszperałam więc sławny lakier samochodowy (o którym pisałam tutaj: KLIK i KLIK)
Dokupiłam czerwoną farbę i zamalowałam nudną biel. 
Dokupiłam jeszcze 2 fioletowe doniczki (kto bogatemu zabroni?) 
I moje roślinki wyglądają teraz zupełnie inaczej (Tak wyglądały pod koniec września 2013: KLIK)
Przed malowaniem można zmatowić doniczki papierem ściernym, farba będzie lepiej trzymać. 
M. posunął mi ten pomysł, gdy już dawno skończyłam malować, no ale przecież liczy się gest. 
Dlatego ja Wam mówię wcześniej! 
Na razie farba nie odpada (minęło 2 tygodnie) więc jest ok. 
A dlaczego akurat kaktusy? Nie wiem. No dobra, wiem. Inne mi zawsze usychają...
(Chyba na każdej doniczce w moim pokoju powinien widnieć napis ''I will survive'')
Poza tym, nie lubię dostawać kwiatów. Wiecie, bukiet róż, goździki itd.
Kwiaty wyglądają pięknie w ziemi. Co z tego, że dostanę je pachnące, równo przycięte, ciekawie opakowane, skoro za parę dni zwiędną? A tak to mam kaktusa z okazji urodzin, walentynek, zdanej matury, rozpoczęcia studiów, drugiej rocznicy, parę bez okazji (chyba te lubię najbardziej) i parę od cioci, za które nie podziękowałam, bo by się wtedy nie przyjęły. I pewnie pojawią się kolejne.

Tuesday, 8 July 2014

MS AGH - wady i zalety.



To moja ostatnia noc w akademiku, więc nadeszła pora na małe podsumowanie.
Od października zeszłego roku Miasteczko Studenckie było moim domem,
więc będę je opuszczać z łezką w oku, ale też z nadzieją że jeszcze kiedyś tu wrócę :)
W tym specyficznym miejscu panuje niepowtarzalny klimat, szczególnie wieczorami kiedy płyta boiska zapełnia się ludźmi. Jest głośno, ktoś grilluje, ktoś gra na gitarze, inni tańczą, śpiewają.
O 22:00 tradycyjnie rozbrzmiewa 'Janosik', czemu towarzyszy tłuczenie w garnki.
Czas płynie jakby wolniej, beztrosko.
Ale jak każde miejsce, także i to ma swoje wady.
Wymienię kilka rzeczy, które mogą uprzykrzyć życie potencjalnemu mieszkańcowi:
 1. Miasteczko nigdy nie śpi - no chyba że jest sesja. Jeśli nie, to panuje tu tłok, jest głośno, nawet przed południem można spotkać studentów delektujących się zimnym piwem na ławce przed Lewiatanem. Tych samych studentów można spotkać także o 5 nad ranem, kiedy chwiejnym krokiem próbują iść w bliżej nieokreślonym kierunku.
2. No właśnie. Alkohol. Hulaj dusza, piekła nie ma! Na terenie miasteczka można pić gdzie tylko się chce. Więc ludzie piją wszystko i wszędzie.
3. Śmieci. Pamiętam mój pierwszy poranek <3 p=""> Kiedy wyszłam z akademika, myślałam że ktoś specjalnie wysypał śmieci z kontenerów, żeby zrobić sobie mini Woodstock. Kiedy jednak codziennie rano sytuacja była podobna, musiałam zmienić zdanie.. Na całe szczęście wszystko jest sprzątane w porannych godzinach, więc w ciągu dnia jest czysto.
4. Hałas. Naprawdę - jest głośno. Najgorzej chyba mają Ci, którzy mieszkają w jamnikach w pokojach od strony boiska (jamniki to te niższe, długie akademiki, pomiędzy którymi znajduje się boisko).
5. Portierzy w akademikach. Moi są cudowni. Pani Ania, dwie Iwonki i  Rysiu. Lepiej żyć z nimi w zgodzie, inaczej mogą pokazać, kto tu rządzi :)
6. Sąsiedzi. Ściany w akademikach (przynajmniej moim) są tak cienkie, że słychać każdy ruch i słowo sąsiada. Dlatego jeśli trafi się sąsiad - imprezowicz, to nie ma mowy o nauce, lub śnie. Śpiewasz razem z nim JOOOLKAA JOOLKAA, PAMIĘTAASZ!!... No chyba że trafisz (tak jak ja) na rodzeństwo, które się nienawidzi, to masz darmową telenowelę. 
To chyba tyle. Oczywiście wypunktowałam rzeczy, które moim zdaniem mogą komuś przeszkadzać. Ale to wszystko zależy od usposobienia. Coś co przeszkadza jednym, może podobać się innym. A do wszystkiego można się przyzwyczaić :)
Myślę, że gdybym pojawiła się tu parę lat wcześniej (np. będąc w pierwszej liceum) to krzyczałabym wszem i wobec zapierając się przy tym nogami i rękami podczas wszelakich prób usunięcia mnie z tego miejsca, że miasteczko to mój raj na ziemi!:) Alee.. to było parę lat temu. Człowiek patrzy na to miejsce przez pryzmat tego, na jakim etapie życia się znajduje. Jeśli chcesz się wyszaleć, poznać masę nowych ludzi (ewentualnie miłość swojego życia - co tydzień nową!) imprezować do białego rana - to miejsce jest idealne dla Ciebie. Ale jeśli w wieku 21 lat czujesz się na 50, rozleniwiłeś się tak, że oglądanie Skinsów wieczorami traktujesz jako świetną rozrywkę, a mając do wyboru piwo lub sok porzeczkowy, wybierasz to drugie, bo ma dużo witaminy C, to to miejsce nie zrobi na Tobie wrażenia. A jeśli moje argumenty do Ciebie nie przemawiają, to weź pod uwagę świetne położenie tego miejsca. Wszędzie blisko! A jeśli zdecydujesz się na socjologię, bądź kulturoznawstwo na AGH, to wydział znajduje się po drugiej stronie ulicy! 3 minuty piechotą. Dlatego zawsze się spóźniałam..
Hmmm.. robię pseudo reklamę O_o
To chyba zmęczenie. Idę spać. Już nic mądrego dziś nie wymyślę.
 Dobrze mi tutaj. Moja druga nora.

Zdjęcia robione parę miesięcy wcześniej. Nieśmiały początek wiosny.